sobota, 29 grudnia 2012

Kobiety do drutów!

Witam!

Chciałabym pokazać książkę, którą ostatnio kupiłam w antykwariacie. Jest to, oczywiście, książka robótkowa.

Mój ssskarb ;)

Książka nosi tytuł: Roboty na drutach. Samouczek. Część II. Jej autorką jest Helena Gawrońska, która ma na koncie kilka innych poradników. Książka została  wydana przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą w roku 1955 i stanowi uzupełnienie Samouczka, tej samej autorki, wydanego w 1954 (który również posiadam).

Oto kilka cytatów z I części:

         Każda kobieta, która nigdy nie trzymała jeszcze drutów w ręku, może w wolnych od pracy chwilach, korzystając z zawartych w tej książce wskazówek, zapoznać się z podstawowymi zasadami robót trykotarskich.
          
         (...) Dla nauki odpowiednia jest grubsza wełna, przędziona fabrycznie, gdyż jest równiejsza od samodziałowej i wyraźniej wychodzą z niej ściegi i wzory.

Samouczek. część I objaśnia podstawy robót na drutach oraz najprostsze ściegi, takie jak ścieg pończoszniczy czy karbowany oraz proste ażury. Zakupiony przeze mnie, II tom zawiera bardziej skomplikowane sploty oraz trudniejsze modele dla dzieci i dorosłych, w tym pończochy damskie opracowane na dwa druty (dla niewtajemniczonych - zwykle skarpety i pończochy dziergane są na pięciu drutach, tzw. pończoszniczych.) Samouczek jest ilustrowany, bardzo czytelnymi, rysunkami autorstwa samej Heleny Gawrońskiej, natomiast ściegi przedstawione są na czarno-białych zdjęciach.

tutaj widać jakie piękne są ilustracje poszczególnych modeli

ścieg samodziałowy

        Ogółem, uważam, że wiele książek robótkowych wydanych za PRL-u przedstawia wyższy poziom niż wiele wydań współczesnych, przynajmniej, jeśli chodzi o naukę poszczególnych ściegów. Tak jest w przypadku tej książki - instrukcje są czytelne, a ściegi bardzo ładne.

         Obydwie części Samouczka są świadectwem swoich czasów. Dowodzi tego nie tylko brak wzmianki o włóczkach z innych włókien niż wełna lub ludowe nici lniane. Osobiście, dostrzegam ingerencję cenzury nawet w nazwach ściegów - ścieg karbowany, nigdy nie jest określany jako francuski. Tak samo wzory wrabiane, nie zaś norweskie. Z tego, co słyszałam, w czasach stalinizmu władza komunistyczna ogarnięta była obsesją szpiegostwa, do tego stopnia, że każdy, kto znał dowolny obcy język, automatycznie stawał się podejrzany. Jedną z metod mydlenia oczu cenzurze było eksponowanie ludowych korzeni rękodzieła. Myślę, że dzięki temu, pielęgnowano takie  umiejętności, jak sztuka haftu kaszubskiego, czy koronki koniakowskie.
     
           W pierwszej części Samouczka, o wiele bardziej niż w drugiej, podkreślana była ludowość całego przedsięwzięcia. Na serwety nadają się" ludowe nici lniane, brane podwójnie, prezentowano
 sposoby wykonywania (...) najpraktyczniejszych modeli, szczególnie poszukiwanych na wsi, jak: skarpety, rękawiczki, chustka. Ciekawostka: jest tu nawet przepis na ciepłe reformy.


Dużym ułatwieniem jest opracowanie kilku modeli (jak poniżej prezentowane rękawiczki) na dwa druty, gdyż, mimo najszczerszych chęci, jeszcze nie opanowałam sztuki dziergania na pięciu. Przy okazji, mam teorię, dlaczego starsze panie (według stereotypu) tak chętnie dziergają skarpety: Jest to prawdziwy majstersztyk dziewiarski i jedna z najtrudniejszych robótek, jakie można wykonać na drutach.


Następnym razem, pokażę resztę moich książek o robótkach ręcznych. 

5 komentarzy:

  1. Ryciny zachwycają swoistym pięknem PRL-u, niestety widać tu dużą ingerencję cenzury tamtych lat. Jednak po czasie raczej to śmieszy, za 100 lat będzie się to wydawało nadęte, i prócz podłoża politycznego, uznają że to taka maniera... ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne są takie stare książki z pięknymi ilustracjami!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawniej ważna była treść, w ostatniej dekadzie sprzedaje się głównie wizerunek, obraz, a więc piękne ilustracje są dla wydawcy ważniejsze... ale myślę, że to przejściowe :) Po okresie zachłyśnięcia się barwną, precyzyjną fotografią i lśniacym papierem albumów, które od wcale nie tak dawna zastąpiły zgrzebne szare broszury na księgarskich półkach - coraz częściej szukamy książek mądrych i treściwych.

    PS. nie wiem czy masz świadomość, że w komentarzach masz włączoną weryfikację obrazkową - to utrudnia życie Twoim gościom :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kalliope, zgadzam się z Tobą, jakkolwiek uwielbiam piękne wydane książki z porywającymi ilustracjami. Wolę jednak, żeby to nie były "wydmuszki" - dużo ładnych obrazków, ale mało treści.

    Dziękuję za zwrócenie mi uwagi, już poprawiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię robótkowe książki z "zamierzchłej" przeszłości. Sama mam ich sporo. Część z domu rodzinnego, część dostanych, część kupionych za symboliczną złotówkę.
    Książki te, choć drukowane na papierze makulaturowym, zadziwiająco dobrze się zachowują. A przy tym są napisane w sposób bardzo przystępny. Nawet te ryciny mają niebywały urok:-)))
    Pozdrawiam cieplutko:-*

    OdpowiedzUsuń